Archiwum miesiąca: sierpień 2017

Co mam, to ci daję – Dz 3:1-10


1 Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, 2 wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wstępujących do świątyni, prosił o jałmużnę. 3 Ten zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę. 4 Lecz Piotr wraz z Janem przypatrzywszy się mu powiedział: 5 «Spójrz na nas!». A on patrzył na nich oczekując od nich jałmużny. 6 «Nie mam srebra ani złota — powiedział Piotr — ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!» 7 I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach.8 Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga. 9 A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga. 10 I rozpoznawali w nim tego człowieka, który siadał przy Pięknej Bramie świątyni, aby żebrać, i ogarnęło
ich zdumienie i zachwyt z powodu tego, co go spotkało.

Mamy tutaj historię o uzdrowieniu, a przynajmniej tak się wydaje. Uzdrowień na kartach Nowego Testamentu nie brakuje, więc można spytać, co jest takiego wyjątkowego w tym tutaj? Okazuje się, że bardzo wiele! Jest to niesamowicie mądra i, wbrew pozorom, zaskakująco życiowa lekcja, co mam nadzieję pokazać.

Dzieje Apostolskie są dziełem św. Łukasza, które, koncentrując swoją narrację na działalności Apostołów Piotra i Pawła, jako główny cel stawia sobie przedstawienie wczesnych dziejów Kościoła, a także problemów z jakimi się mierzył. Dzieje stanowią właściwie własny gatunek literacki, w którym utrwalenie faktów historycznych jest ważne, ale nie najważniejsze. Istotniejsze jest przekazanie treści teologicznej, dla której przedstawiona historia jest swego rodzaju tłem. To wiedząc, możemy zmierzyć się z tekstem.

1 Gdy Piotr i Jan wchodzili do świątyni na modlitwę o godzinie dziewiątej, 2 wnoszono właśnie pewnego człowieka, chromego od urodzenia. Kładziono go codziennie przy bramie świątyni, zwanej Piękną, aby wstępujących do świątyni, prosił o jałmużnę. 3 Ten zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę. 4 Lecz Piotr wraz z Janem przypatrzywszy
się mu powiedział: 5 «Spójrz na nas!». A on patrzył na nich oczekując od nich jałmużny.

Występujące w wersecie 4. greckie słowo ἀτενίζω (atenizó) – przypatruję się, oznacza dokładnie „patrzę na ze skupieniem“. To, że na samym początku Apostołowie patrzą na chorego
z uwagą, jest pierwszą bardzo ważną obserwacją. Piotr nie szafuje beztrosko daną mu mocą. Jeśli chcesz podnieść człowieka z ziemi, musisz na niego spojrzeć z uwagą, niezależnie
od tego jakie naturalne czy nadnaturalne talenty masz do dyspozycji. W drugiej kolejności spojrzenia oczekują od chorego Apostołowie. Uzdrowienie zaczyna się od spotkania wzrokiem.

6 «Nie mam srebra ani złota — powiedział Piotr — ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!»

Wprawdzie Apostoł, z racji wyjątkowego powołania, jest w mocy podźwignąć chorego
z wieloletniej choroby, ale co, gdy my nie mamy takiej mocy do dyspozycji? Co możemy
dać chorym i poranionym, których Bóg stawia na naszej drodze? Co możemy dać bezdomnemu, którego spotykamy na drodze do pracy? Czy jest cokolwiek, co możemy dać?

7 I ująwszy go za prawą rękę, podniósł go. A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach.

Piotr bierze chorego za rękę, a żeby podnieść go z ziemi, musi przecież schylić się, niejako zniżyć do jego poziomu. Sama wiara nie wystarczy — dar łaski musi współdziałać
z wysiłkiem. I to jest druga ważna obserwacja. Właśnie to „zniżanie się“ do drugiego — to jest to, co jest w tym całym zdarzeniu centralne! To jest prawdziwe bogactwo tych, którzy spotykają się przy eucharystycznym stole — umieć pochylać się nad ludźmi, aby podnosić
ich z ziemi. Czy jeśli przypomnimy sobie, że dwaj Apostołowie są tutaj reprezentantami wspólnoty młodego Kościoła, to czy nie zauważymy, że właśnie do tego odnoszą się słowa
Co mam to Ci daję? Należy jednak uważać, aby nie strywializować przesłania! Słowa W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź! nie są tylko ozdobnikiem, ale zawiera się w nich bardzo ważna treść: Nie jesteśmy aktywistami, którzy własną siłą chcą zmieniać świat na lepsze.
A trzeba przyznać, że istnieje pokusa, aby nakazy i wartości chrześcijaństwa sprowadzić
do roli narzędzi w promowaniu takiego obrazu świata, jaki nam wydaje się najlepszy! Jesteśmy natomiast ludźmi, którzy dostali łaskę wiary i dzielą się jej owocami.

Często idąc ulicą, widzę różnych bezdomnych i zastanawiam się, co ja mogę im dać.
Czy cokolwiek mogę dać, prócz pieniędzy? Nie mogę oczywiście uzdrawiać tak jak Piotr,
ale to nie to jest w tej historii najważniejsze. Jestem przekonany, że wielu z tych ludzi dużo bardziej doceniłoby 5 minut rozmowy niż rzucone w biegu 10 zł. A nawet jeśli nie 5 minut,
to chociaż jeden uśmiech, jedno życzliwe zdanie (ale takie szczere!), albo przynajmniej spojrzenie takie, jakim Piotr i Jan obdarowali bohatera tej historii. To naprawdę potrafi zrobić różnicę. Przyznam się, że na dłuższą rozmowę jeszcze nigdy się nie zdobyłem, ale mam nadzieję kiedyś to zmienić.

Idąc jednak dalej, nie ma powodu, aby patrzeć tak wąsko. Świat nie składa się tylko
z bezdomnych i chorych.

8 Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga. 9 A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga.

Chory, a raczej uzdrowiony, wraz z Janem i Piotrem wchodzi do świątyni. Bezimienny bohater codziennie przesiadywał u jej bramy, ale dopiero teraz przekracza jej próg. Dzieje Apostolskie są opowieścią o młodym Kościele i myślę, że znajomość tego ogólnego motywu Dziejów upoważnia nas do spojrzenia również ten obraz jako na obraz Kościoła. Również dzisiaj jest wielu, którzy czekają u jego bram, ale nie wejdą, dopóki ktoś nie spojrzy na nich
z uwagą, nie pochyli się nad ich sytuacją, nie spotka się z nimi.

10 I rozpoznawali w nim tego człowieka, który siadał przy Pięknej Bramie świątyni, aby żebrać,
i ogarnęło ich zdumienie i zachwyt z powodu tego, co go spotkało.

To mozolna droga, ale nie da się inaczej. Nie da się budować Kościoła na chwytliwych hasłach, na trywializowaniu trudnych problemów, ani na wyrzucaniu światu, że nie chodzi drogami tych, którzy nie są ze świata (J 15,19). Jeśli jednak nią pójdziemy, nas też, podobnie
jak Żydów w Świątyni, niejeden raz czeka i zdumienie i zachwyt, bo wielokrotnie okaże się,
że spotkamy wśród wierzących osoby, których najmniej byśmy się tam spodziewali.

Gwiazdy i Obietnica – Rdz 15

Wprawdzie Abraham gości na Przystani już od dość dawna, ale przyszła mi do głowy jakiś czas temu jeszcze jedna, jak sądzę fajna, myśl związana z jego historią.


2 Abram rzekł: «O Panie, mój Boże, na cóż mi ona, skoro zbliżam się do kresu mego życia, nie mając potomka; przyszłym zaś spadkobiercą mojej majętności jest Damasceńczyk Eliezer». 3 I mówił: «Ponieważ nie dałeś mi potomka, ten właśnie zrodzony u mnie sługa mój, zostanie moim spadkobiercą». 4 Ale oto usłyszał słowa: «Nie on będzie twoim spadkobiercą, lecz ten po tobie dziedziczyć będzie, który od ciebie będzie pochodził». 5 I poleciwszy Abramowi wyjść z namiotu, rzekł: «Spójrz na niebo i policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić»; potem dodał: «Tak liczne będzie twoje potomstwo».

Jaką rolę odgrywają w tym wydarzeniu gwiazdy? Po co Pan każe Abramowi wyjść z namiotu? Czy jest to jedynie ubarwienie epifanii? Myślę, że to, co Bóg ukazuje przyszłemu Ojcu Narodów, jest niezbędnym uzupełnieniem tego, co mówi. Słowo i czyn — dwie strony integralnej całości, uzupełniające się wzajemnie.
Nasza religia poucza nas o rzeczach niesamowitych, często zgoła nieziemskich. Wciąż słyszymy cudach, o Bożej Opatrzności, mocy modlitwy, o cudownej Obecności w Komunii Świętej, o powołaniach do wielkich dzieł. Tymczasem jest to w rażącym kontraście ze sferą codzienności. Ta z kolei przyzwyczaja nas do rutyny, do zwyczajności, przewidywalności
i tymczasowości. Być może nawet wielu z nas doświadczyło kiedyś wyjątkowo namacalnej bliskości z Bogiem, ale nawet wtedy są to raczej rzadkie klejnoty, które znajdujemy od czasu do czasu, idąc drogą długą i nudną. To może prowadzić do kryzysów wiary, bo faktycznie nietrudno odnieść wrażenie, że świat ewangelicznych cudów i świat zaspanych poranków, brzydkich billboardów i tłoku w komunikacji miejskiej, to dwa zupełnie odrębne światy, które nijak się do siebie nie mają.

I właśnie w tej obserwacji odnajdujemy powód, dla którego Bóg wyprowadza Abrahama
z namiotu i zwraca uwagę swojego młodego, mimo wieku, ucznia na jaśniejący firmament.
To właśnie ten firmament od zarania dziejów, dla ludzi wszystkich kultur i czasów, był sferą pełną majestatu i tajemnic. Również dzisiaj, a może dzisiaj nawet bardziej niż kiedykolwiek jest niezrównanym paliwem napędowym dla wyobraźni! Każdy człowiek, niepozbawiony daru wzroku i elementarnej ciekawości świata, kiedykolwiek żył, gdy tylko odnosił wrażenie przytłaczającej monotonii, nudy i zwyczajności życia mógł podnieść głowę, puścić myśli swobodnie ku przestworzom i momentalnie uświadomić sobie, jak bardzo się myli! Tutaj Bóg subtelnie podsuwa Abramowi krzepiącą myśl — Spójrz na niebo, zobacz, jak jest przepastne, niezgłębione i niesamowite! Jeśli niezliczona mnogość ciał niebieskich jest tak zaskakująca, a jednak możliwa, to czy tym bardziej nie jest możliwe spełnienie obietnicy, której Ci udzieliłem?

To prawda, że świat jest pełen rzeczy strasznych. Ale nie brakuje również niezwykłych. Dość powiedzieć, że każdy liść na drzewie kunsztem swojej biologicznej maszynerii uchronił przed bezrobociem pokolenia biologów! Bardzo często tym, co nas ogranicza, jest jedynie niechęć przed wyjściem z namiotu i poszerzeniem perspektywy.

To, co wiemy to kropla, to czego nie wiemy, to ocean. — Isaac Newton