Archiwum autora: Ziemek

Wyjdź dla siebie, cz. III – Rdz 22

Gdy Abram ma 99 lat, otrzymuje od Boga nowe imię, Abraham – ojciec mnóstwa. Podobnie nowe imię otrzymuje jego żona, która odtąd nazywać się będzie Sara – księżniczka. Jest to  nadanie nowego posłannictwa, widomy znak, że ich powołanie od rodzicielstwa dojrzeje już niebawem.
Rok później, modlitwy Abrahama i Sary zostają nareszcie wysłuchane. Na świat przychodzi mały Izaak – Bóg śmieje się z radości. Abraham i Sara śmieją się z radości.
Istotnie, to był ten moment w historii, kiedy i drzewa, pod którymi Abram wielokrotnie znajdował wytchnienie zmęczony drogą, i piasek pustyni, po którym wędrował, i słońce,
i gwiazdy, i cały świat śmiał się z radości. Niewiele takich chwil uświadczył świat w swoich dziejach. Kiedyś, wiele wieków później, zdarzy się jeszcze jedna. Jedna z córek Abrahama, mała Miriam, czerpiąc wodę ze studni, zobaczy głęboko w swoim wnętrzu jak Obietnica, inna, a zarazem ta sama, staje się rzeczywistością. Wtedy również świat będzie śmiał się z radości, chociaż wielu okaże się zbyt pochłoniętymi swoim życiem, by ten śmiech usłyszeć.

Izaak dorastał, będąc radością i wsparciem dla starych rodziców. Jednak pewnego dnia, spokój ich rodziny zakłóciło coś, czego żadne z nich się nie spodziewało.

A po tych wydarzeniach Bóg wystawił Abrahama na próbę. Rzekł do niego: «Abrahamie!» A gdy on odpowiedział: «Oto jestem» –  powiedział: «Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę».

Skąd to absurdalne polecenie? Gdzie choćby ślad wyjaśnienia? Czy te wszystkie lata oczekiwania, wielokrotnie powtarzane obietnice, niezliczone błogosławieństwa,
blaski i cienie drogi, w którą wyruszył, wierząc jedynie w Jego Opatrzność, miały od początku prowadzić do takiego końca? Czy to po to Abraham, jeszcze jako Abram, wychodził
z ziemi rodzinnej, z domu swego ojca? Czy w ogóle było warto ruszać w drogę? A może to wszystkie jego małe i duży grzechy, porozrzucane po długim życiu, zebrały się teraz i głośno
domagają się pomsty? Bóg z miłosiernego Ojca przybiera twarz niewzruszonego Sędziego
i żąda sprawiedliwości? A może to w ogóle nie jest Bóg, tylko Wąż, najbardziej
przebiegłe spośród zwierząt, podszywa się pod swojego Stwórcę, prowadząc Abrahama
na drogę zbrodni? Nie… Zbyt wiele przeszli razem. Stary Abraham zbyt dobrze
zna głos swojego Pasterza, aby dać się zwieść tanim sztuczkom. Gdy tak leży pogrążony
w półśnie, w jego umyśle mnożą się wątpliwości, lecz każda z nich, gdy tylko zdąży rozwinąć się dostatecznie, aby osiągnąć jasne i precyzyjne sformułowanie, jest po chwili zbijana
przez jedną z myśli płynących z doświadczenia i mądrości, których to myśli Abraham zgromadził niemały arsenał w ciągu wieloletniej wędrówki. Choć bardzo chciałby, żeby było inaczej, w miarę jak wątpliwości ustępują pola , coraz bardziej klarowne staje się dla niego, że konkluzja może być tylko jedna. Tak, jak przed laty ruszył w drogę z domu swego ojca, tak musi ruszyć w drogę i tym razem. Gdy budzą go pierwsze promienie słońca, decyzja jest już nieodwołalna.

7 Izaak odezwał się do swego ojca Abrahama: «Ojcze mój!» A gdy ten rzekł: «Oto jestem, mój synu» – zapytał: «Oto ogień i drwa, a gdzież jest jagnię na całopalenie?» 8 Abraham odpowiedział: «Bóg upatrzy sobie jagnię na całopalenie, synu mój». I szli obydwaj dalej.

Cóż miał powiedzieć? Ta odpowiedź nie wyraża nieszczerości wobec syna, ale ufność wobec Boga. Pewien midrasz żydowski powiada, że gdy Abraham z Izaakiem szli na miejsce ofiary, na ich drodze pojawił się Szatan i węsząc ostatnią okazję do pokrzyżowania bożego planu, odezwał się do Abrahama:
Przez całą twoją wędrówkę krzyżowałem ci plany, prowadziłem na manowce, kusiłem
do niewierności, lecz bezskutecznie. Moje kłamstwa i najbardziej wyrafinowane podstępy
na nic się nie zdały. Okazałeś się godnym przeciwnikiem. Wygrałeś. Od teraz zobowiązuję się mówić tylko prawdę. Przed chwilą byłem w Niebieskim Jeruzalem i ukryty za tronem Boga podsłuchiwałem Jego naradę z anielskim dworem. Otóż podjął On decyzję, że nie Izaak zostanie złożony w ofierze, lecz baran, którego sam sobie upatrzy. Wiedząc to, możecie
z chłopcem bezpiecznie zawrócić.
Lecz Abraham odpowiedział:
Czyż nie jest ci wiadome, że nie słucha się kłamcy, nawet gdy mówi prawdę?

9 A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał, Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa i związawszy syna swego Izaaka położył go na tych drwach na ołtarzu. 10 Potem Abraham sięgnął ręką po nóż, aby zabić swego syna.

Abraham bierze do ręki nóż… i w jednej chwili wszystko się zmienia. Wszystkie czarne chmury, wszystkie głęboko ukryte wątpliwości, wszystkie żale i minione potknięcia
rozpływają się jak zły sen, rozproszone błyskiem uniesionego ostrza. W tym ostrzu widzi teraz swoje wyjście z Ur Chaldejskiego, wygnanie z Egiptu, rozstanie z Lotem, zwycięską bitwę
z wojskami Kedorlaomera, ofiarę Melchizedeka, wewnętrzną ciemność, gdy Pan zawierał
z nim przymierze. Widzi narodziny Izmaela, a potem Izaaka i wiele, wiele innych epizodów tej drugi, która tutaj się kończy. To wzniesione ostrze, mające za chwilę zatopić się w piersi jedynego syna, nagle staje się gestem triumfu. To była ostatnia próba. Zwycięstwo.

15 Po czym Anioł Pański przemówił głośno z nieba do Abrahama po raz drugi: 16 «Przysięgam na siebie, wyrocznia Pana, że ponieważ uczyniłeś to, a nie oszczędziłeś syna twego jedynego, 17 będę ci błogosławił i dam ci potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie i jak ziarnka piasku na wybrzeżu morza; potomkowie twoi zdobędą warownie swych nieprzyjaciół. 18 Wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia takiego, jakie jest udziałem twego potomstwa, dlatego że usłuchałeś mego rozkazu».

I tutaj, przy ostatniej deklaracji niezmierzonych błogosławieństw, również nasza droga się kończy. Dziękuję tym, którzy dotrwali do końca. Mam nadzieję, że będziecie
czasem wracać do tej historii, ja na pewno będę. Potomstwo Abrahama bowiem żyje do dziś. A stanowią je wszyscy ci, którzy nie zadowalają się tym, co daje świat, lecz nie bojąc się upadków, szukają czegoś więcej, ci, którzy „wyszli dla siebie”, szukając Boga.

KONIEC

 

Wyjdź dla siebie, cz. II – Rdz 16

Rozdział 16.
1 Saraj, żona Abrama, nie urodziła mu jednak potomka. Miała zaś niewolnicę Egipcjankę, imieniem Hagar. 2 Rzekła więc Saraj do Abrama: «Ponieważ Pan zamknął mi łono, abym nie rodziła, zbliż się do mojej niewolnicy; może z niej będę miała dzieci». Abram usłuchał rady Saraj. 3 Saraj, żona Abrama, wzięła zatem niewolnicę Hagar, Egipcjankę, i dała ją za żonę mężowi swemu Abramowi, gdy już minęło dziesięć lat, odkąd Abram osiedlił się w Kanaanie. 4 Abram zbliżył się do Hagar
i ta stała się brzemienną. A widząc, że jest brzemienna, zaczęła lekceważyć swą panią. 5 Wtedy Saraj rzekła do Abrama: «Przez ciebie doznaję zniewagi; ja sama dałam ci moją niewolnicę za żonę, ona zaś czując się brzemienną, lekceważy mnie. Niechaj Pan będzie sędzią między mną a tobą!» 6 Abram rzekł do Saraj: «Przecież niewolnica twoja jest w twojej mocy: postąp z nią, jak będziesz uważała za dobre». Saraj upokorzyła Hagar; wtedy Hagar od niej uciekła.

7 Anioł Pański znalazł Hagar na pustyni u źródła przy drodze wiodącej do Szur 8 i zapytał: «Hagar, niewolnico Saraj, skąd przyszłaś i dokąd idziesz?» A ona odpowiedziała: «Uciekłam od mojej pani, Saraj». 9 Wtedy Anioł Pański rzekł do niej: «Wróć do twej pani i pokornie poddaj się pod jej władzę». 10 Po czym Anioł Pański oznajmił: «Rozmnożę twoje potomstwo tak bardzo, że nie będzie można go policzyć». 11 I mówił: «Jesteś brzemienna i urodzisz syna, któremu dasz imię Izmael,
bo słyszał Pan, gdy byłaś upokorzona. 12 A będzie to człowiek dziki jak onager: będzie on walczył przeciwko wszystkim i wszyscy – przeciwko niemu; będzie on utrapieniem swych pobratymców». 13 Hagar nazwała Pana przemawiającego do niej „Tyś Bóg widzialny”, bo mówiła: «Wszak tu widziałam Widzącego mnie, a jestem żywa». 14 Dlatego tę studnię nazwano „Studnią Lachaj-Roj”. – Jest to ta, która znajduje się pomiędzy Kadesz i Bered.

15 Hagar urodziła Abramowi syna. I Abram nazwał zrodzonego mu przez Hagar syna imieniem Izmael.
16 Abram miał lat osiemdziesiąt sześć, gdy mu Hagar urodziła Izmaela.

1-2: Chcielibyśmy, żeby Bóg był wobec nas cierpliwy. A czy my jesteśmy cierpliwi wobec Niego? Mówimy „Bądź wola Twoja”, a jednocześnie jednak wolelibyśmy, żeby było
po naszemu. I najlepiej od razu. I bez wysiłku. Taka jest już ludzka natura. Ale droga, do której Bóg zaprosił Abrama, ma go i nas nauczyć panować nad tą naturą. Chcemy wszystkiego szybko i łatwo. Świat, w którym żyjemy, przyzwyczaja nas do tego rodzaju postawy. Ale „nic, co godne pożądania, nie przychodzi łatwo”, jak mówił Sokrates. Nie ma drogi na skróty.

5-6: A gdy coś pójdzie nie tak i sprawy wymykają się spod kontroli, wszyscy są winni, tylko
nie ja. Postępowanie Sary wprawdzie nie narusza współczesnych jej norm społecznych,
ale normy społeczne to jedno, a realia kobiecej natury to drugie. Sara nie myślała
o wszystkich potencjalnych konsekwencjach, a jedynie o tym, żeby osiągnąć swój cel. Narobiliśmy bigosu, a teraz się wymawiamy. Nie jest to typowe? Cechą dojrzałości jest to,
że bierzemy na siebie wszystkie owoce naszych działań. Grzechem nie jest tylko to,
co robimy. Również to, czego nie robimy, a powinniśmy.

7-14: Jaką korzyść przyniosła Hagar ucieczka? Czy gdy wróci, w ogóle cokolwiek się zmieni?
A jeśli tak, to czy na lepsze? Słowa «Hagar, niewolnico Saraj, skąd przyszłaś i dokąd idziesz?» mają wydźwięk wręcz pytania egzystencjalnego. Otóż jedna rzecz się zmieni – perspektywa. Wcześniej była zagubiona, nie wiedziała, dokąd zaprowadzi ją sytuacja, w której się znalazła. Teraz, w ciszy pustyni, spotyka się z Bogiem.
Jej życie może nie odmieni się całkowicie, ale teraz wie, na co jest ukierunkowane. Wie, dokąd ma iść. Warto czasem wyjść na pustynię. Nie po to, aby od razu wywracać wszystko do góry nogami, ale aby nabrać dystansu i na swoje sprawy spojrzeć w nowym świetle.
Ciekawe jest również jak Hagar nazywa Boga – „widzący mnie”. Poruszył ją fakt, że Bóg nie jest jedynie bogiem królów, sędziów, proroków i patriarchów. „Widzi” również pokrzywdzoną niewolnicę. Również dla niej Abraham staje się błogosławieństwem.
Warto również zauważyć, że pomimo iż Izmael nie jest wyczekiwanym dzieckiem obietnicy,
a owocem ludzkiej „kombinatoryki”, Bóg niejako wkomponowuje jego żywot w swój
plan. Traktuje ludzką wolność zupełnie serio.

Dzielenie się Słowem w czasie kajakowej wędrówki zaprowadziło nas do tego miejsca. Mam teraz dwie możliwości: zakończyć tutaj, lub iść dalej, opierając się jedynie na swoich przemyśleniach, bez wsparcia mądrości moich Przyjaciół. Ponieważ, ani w czasie wyjazdu, ani po nim nie poświęciłem dostatecznie dużo uwagi dalszym rozdziałom,
rozsądniejsza wydaje się pierwsza opcja. Jednakże, mimo że nasza droga tutaj się skończyła, na drodze Abrama jest jeszcze wiele wydarzeń, w tym jedno najważniejsze, bez którego opowieść byłaby niepełna. Dlatego już niebawem ruszamy na spotkanie ostatniego, najtrudniejszego rozdziału tej historii.

KONIEC CZĘŚCI II