Jak zmierzyć miłość? – J 3:16-17

16 Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. 17 Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Jest to fragment nocnej rozmowy Jezusa z Nikodemem. Nikodem był uczonym w Piśmie, który wprawdzie wierzył w posłannictwo Jezusa, ale zarazem był pełen wątpliwości. Miał swoją ustaloną wizję świata, wizję roli Izraela. Miał swój obraz Boga i mającego przyjść Mesjasza. Jednak tej nocy jego przypuszczenia, przekonania i wyobrażenia zostały poddane próbie. I nasze przekonania zostają poddane próbie, konfrontowane z wypowiedzią Nauczyciela.
Tak bowiem Bóg umiłował świat (…). Czyli w zasadzie jak? Zasadnie można by się zapytać, że jeśli zezwala na tyle niesprawiedliwości, okrucieństwa i cierpienia, to gdzie jest ta miłość?  Albo cóż to za dziwny rodzaj miłości? Rodzaj miłości, który w paskudnie poranionym świecie objawia się najpełniej przez życie i śmierć jednego Człowieka? Bo – wyobraźmy sobie – jak rozsądnie rzecz biorąc, Bóg mógłby objawić swoją troskę o ludzi? Mógłby położyć kres cierpieniu i śmierci – ot, tak. Jeśli z jakichś powodów bardzo zależałoby Mu na tym, aby działać naszymi rękami, mógłby nauczyć nas medycyny, fizyki i innych nauk, które czynią świat lepszym. Mógłby przynajmniej nauczyć nas budować lepsze struktury społeczne, znieść niewolnictwo. Wskazać czarno na białym czy lepsza jest demokracja, czy monarchia. Światowe rewolucje zwykle wyobrażamy sobie w tych kategoriach. I z pewnością mógłby zrobić jeszcze wiele innych rzeczy. Mógłby i mógł. Ale nie zrobił. Zamiast tego

Dał swego Syna Jednorodzonego, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby ktoś, tutaj Bóg, widząc tonącego człowieka, zamiast rzucić mu koło ratunkowe, sam rzucił się do wody tylko po to, żeby tonąć razem z nim. Trzeba by pewnie nieźle się wysilić, żeby wpaść na gorszy pomysł. A jednak w taki właśnie zwariowany sposób Bóg okazał swoją Miłość. Dlaczego?
Po pierwsze, w ten sposób drastycznie zmienia się perspektywa, z której możemy popatrzeć na rany nasze i całego świata. To nie są już rany powstałe przez przeoczenie czy zimną mądrość Boga. Teraz to są takie same rany jak te, które stały się Jego udziałem. To nie jest zmiana reguł gry na wygodniejsze czy bardziej przyjazne. To jest jasny przykład, że nie trzeba ich zmieniać, aby *dobrze* rozegrać swoje życie. A w ostatecznym rozrachunku tylko o to chodzi.
Ale jest jeszcze co najmniej jeden powód, daleko ważniejszy. Co to znaczy Jednorodzonego Syna? Jeśli kiedyś wydawało nam się, że mamy jakąś intuicję co do tego, co w tym Wszechświecie może być uznane za wielkie czy też znaczące, teraz Jan łamie wszystkie nasze wyobrażenia i przypuszczenia. Greckie słowo, które tu występuje –  monogenes – znaczy dosłownie jedyny i ma w NT ciekawą funkcję: zawsze odnosi się do osoby, a ściśle mówiąc, do dziecka, i to zawsze dziecka, które jest szczególnie cenne, ponieważ jest jedyne. Monogenes jest jedyny syn wdowy w Łk 7:12. Podobnie jedyna jest córka Jaira w Łk 8:42 oraz jedyny syn w Łk 9:38. W Hbr 11:17 Izaak jest jedynym synem Abrahama, którego ten ostatni ofiarowuje Bogu. Poza tym występuje w NT jeszcze tylko 5 razy; za każdym razem w tekście Jana i za każdym razem odnosi się do osoby Jezusa jako Syna Bożego. Jaki z tego wniosek? Biblia przedstawia relację Jezusa do Ojca, posługując się obrazem z naszych relacji. Jest On bliski Bogu nie w odległym, abstrakcyjnym sensie. Jest w jakiś sposób *autentycznie* bliski. Jak nam jest bliskie jedyne dziecko. Bóg, posyłając Go w ogień świata, nie wykonał władczego gestu kogoś, kto z wygodnej perspektywy tronu lekką ręką decyduje o losach Wszechświata. To *naprawdę* Go kosztowało. Jak paradoksalnie by to nie brzmiało w odniesieniu do Wszechmocnego Boga, to był dla Niego wysiłek. Nie tylko Krzyż ciążył. Patrzenie na Syna, który upadał pod jego ciężarem również. Jednym z miejsc, w których Jan nazywa Jezusa Jednorodzonym / Jedynym Synem Ojca jest koniec Prologu Jego Ewangelii:

Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

Jedyny Syn, który jest w łonie Ojca. Najbliższy. Dysponując całym wachlarzem możliwości, leżących daleko poza zasięgiem naszej wyobraźni, Bój Ojciec mógł dać nam *wszystko*. Bez bólu, bez wyrzeczeń, bez wysiłku. A On rozbroił się całkowicie. Dlaczego? Dlatego, że miarą miłości nie są jej widzialne owoce. Miarą miłości jest to, ile siebie oddajemy drugiemu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *